Marznąć w kraju czy grzać się w raju?

W listopadzie 2022 r. w Polsce wyjątkowo wcześnie zaczął padać śnieg. Potem ten sam śnieg topniał. I znowu padał. I znowu topniał. Te ,,cuda przyrody” stworzyły w polskich miastach i wsiach krajobraz nasycony szarą, obrzydliwą papką. Naocznym świadkiem tych mało spektakularnych zjawisk przyrodniczych był Ciechan i szczerze tego żałuje. Tymczasem Filip wykazał się sprytem 😉 Zorganizował wyjazd wspinaczkowy do Leonidio i wraz z grupą walecznych i zmotywowanych wspinaczy wygrzewał się podczas tych dni w słonecznej i bezchmurnej Grecji.

Celem wyjazdu było Leonidio- od paru lat jedna z popularniejszych destynacji wspinaczkowych na chłodniejszą część roku. Rejon duży, urozmaicony, gdzie jednak jedzie się głównie w celu powspinania po tych słynnych tufach. Złożyło się tak, że do Leonidio przyjechała cała kolonia polskich wspinaczy, w tym wielu znajomych. A lokalną gwiazdą został kojarzony głównie z poważnym alpinizmem Wadim, który ostatnio został djem i zagrał w Leonidio wspaniałą imprezę!

Dla wszystkich wyjazd wspinaczkowy do Leonidio był to pierwszy wyjazd na „westa”. Szybko się okazało, że na pewno nie ostatni 🙂

Pierwszego dnia na rozwspin jedziemy na Sabaton- krótsze drogi i miły zacieniony gaj oliwny sprzyja pierwszemu kontaktowi  z grecką skałą. Dla Agi to pierwsze kroki w westowych skałach, więc przeżycia intensywne. Po tym dniu już wie, że chce się zapisać na sekcję i zacząć regularne treningi. Już pierwszego dnia padają życiówki przy zaskoczeniu- ta skała ma tarcie!

Drugiego dnia odwiedzamy twin caves- pierwszy kontakt z imponującymi tufami- na początku tylko wzrokowy bo przeważają na trudniejszych drogach ale łatwiejsze drogi też są świetne, od górskiego zacięcia z rysą za 6a po przyjemne propozycje za 6b-c. 

Trzeci dzień to klasyk Leonidio- Mars z nieziemskimi tufami- już po podejściu na sektor szczęka opada do ziemi. Wieszamy wędki i ciśniemy po tufach- tego dnia wszyscy spróbowali odnaleźć się w tych niesamowitych formacjach odkrywając, że można się w nich wspinać jak w kominie. Najlepiej w gąszczu tuf odnajduje się Ola- okazuje się, że można się tu skręcać zupełnie jak na panelu!

Rest is the best

Dzień restowy spędzamy na plażowaniu, plaża w Tyros skrywa grotę, która jest dostępna tylko od morza wiec płyniemy tam Michałem i Tomkiem a reszta cieszy się słońcem na plaży. Wieczór przynosi nieoczekiwaną niespodziankę. W Leonidio jest duża grupa Krakowskiego KW Sakwa, a sakwiarze zawsze się potrafili dobrze bawić 😉 Dostajemy zaproszenie na imprezę techno urządzoną w górach- niesamowicie klimatyczny Rave gromadzi około 100 osób. Nikt nie wymięka i udajemy się całą ekipą! Mimo super klimatu zwijamy się jednak wcześniej, bo mamy duże plany wspinaczkowe na kolejny dzień.

Kolejnego dnia wspinaczkowego po zasłużonym reście ruszamy na Orame. Jest to sektor górujący nad miastem- dolna część dużej ściany (ponad 200m) . Drogi tutaj nieraz przekraczają 40m. Korzystamy z okazji i trenujemy wielowyciągi, a potem czyścimy sektor z większości dróg. Chłopaki- Tomek i Michał robią życiówke, fajne 6b+, 40m z trudniejszym miejscem.

Na następny dzień jedziemy na przygodę- Kyparisi i sektor Vlychada. Prawdziwy raj na ziemi. Piękna zatoka otoczona klifami. Skała nie imponuje wysokością tak jak poprzednie, ale bardziej kameralne drogi koło 20m nadrabiają jakością ruchu wspinaczkowego. Michał robi szemrane 6c a potem dokłada drugie- solidne żeby nikt nie miał wątpliwości 😉 Ja skaczę najbardziej panelowy ruch -jak z zawodów bulderowych- jaki robiłem w skałach, na High jump contest  (wg topo 8a ale realistycznie to 7c max).  Po wspinaniu wskakujemy wszyscy do wody, a towarzyszy nam świecący plankton gwarantując niezapomniane przeżycie :O

Ostatniego dnia wracamy na Sabaton wyrównać rachunki i wrócić do przemiłego gaju oliwnego. Świeżo zmielona kawa i piękna pogoda umilają chwile.

 Wszyscy wracają z życiówkami, potężną dawką słońca i nową energią- teraz można dobrze przepracować sezon panelowy w oczekiwaniu na kolejny wyjazd wspinaczkowy!